środa, 16 maja 2012

Miejsca, które bolą



Marcel Woźniak napisał na orbitorun.pl felieton o dwóch miastach. Dajmy sobie spokój z rozwijaniem, czym się jeden Toruń różni od drugiego. Najciekawsze są przykłady miejsc, które na zawsze zniknęły z jego planu.

Szkoda mi Milesa, jego sfrustrowanych barmanów i szalonych gości z początku tego tysiąclecia. Szkoda mi Piwnicy Pod Aniołem, tak szkoda, że nie mogę się zebrać, żeby w końcu odwiedzić miejsce, które niegdyś zajmował. Szkoda mi pubu Teatru Wiczy, w którym telewizor w WC przemawiał do mnie wieloma językami. Czterech Pokoi, gdzie pies lizał mi stopy. Starego Młyna, w którym się kiedyś zgubiłem. Jazzgodu, w którym czasami pot lał się z sufitów. Tej ciemnej salki z tyłu Misia, z której można byłoby dostrzec najładniejsze studentki na parkiecie. Salvadora, w którym trzeba było rozmawiać najmądrzej. Szkoda mi wszystkich miejsc, w których czułem się tak bezpieczny, że kładłem się do snu, zmorzony alkoholową rezygnacją.

Ci, którzy zamieszkiwali te przestrzenie, rozbiegli się po całym mieście. Niektórych można jeszcze spotkać w Grocie, Kontrapunkcie, Tratwie, Tantrze, Hipisówce, Zezowatym Szczęściu albo eNeRDe. Niekiedy nawet – przez jedną chwilę – zdaje mi się, że wróciły dawne czasy, że wszystko wróciło do swoich doskonałych domyślnych postaci. Ale i tak okazuje się, że plan miasta jest cały w plamach - miejscach, które należy obejść, bo bolą, pogoniach, które należy zgubić.

3 komentarze:

  1. chyba dwa pokoje

    OdpowiedzUsuń
  2. Też tęsknie za Milesem, ale nie omijam tych miejsc, a właśnie specjalnie przechodzę blisko by przyjrzeć się jak świat, wraz z upływem czasu, przeistacza się w nieznaną mi bestie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Desperado też powoli siada. Kończy się kolejna z naszych pięknych mordowni - przez właścicieli i nierozumiejących niczego barmanów.

    OdpowiedzUsuń